Wplątany w pentagram
- Przeżywałem załamanie. Miałem same problemy – i w domu, i w szkole, i ze sobą. Kiedy człowiek przechodzi coś takiego, po pomoc zwróci się i do samego diabła - mówi Sławek, były uczestnik grupy satanistycznej.
Przygotowania do wtajemniczenia polegały na poznawaniu tajemnych znaków i nauk.
- Moje pierwsze zetknięcie z ceremonią składania ofiar polegało na tym, że jeden z członków grupy oddawał swoją krew, kapłan ją błogosławił, a wszyscy dokoła pili - wspomina Sławek. - Po kilku miesiącach był mój chrzest. Potrzebna była niewinna, czysta krew. Wzięliśmy zwierzę, młodego psa. Kapłan odprawił mszę, pobłogosławił sztylet i zabił tego psa. Później wezwał nas przed ołtarz, kazał uklęknąć, stanął przy nas i na czole wypisywał nam - krwią tego zwierzęcia – nasze nowe imiona.
Cmentarz drugim domem
Spotkania polskich grup satanistycznych odbywają się zazwyczaj na cmentarzach oddalonych od ludzkich domostw, w starych kaplicach lub grobowcach. W niektórych grupach przy poważnych uroczystościach obowiązują świąteczne stroje, na przykład jakieś długie, powłóczyste szaty. Twarze pomalowane lub ukryte za maskami. Zwłaszcza gdy w spotkaniu uczestniczą osoby, które nie przeszły jeszcze wtajemniczenia. Przywódcy sekt satanistycznych, występujący w roli kapłanów, starają się ukrywać przed członkami grupy swoją prawdziwą tożsamość. To zrozumiałe, bo są zazwyczaj odpowiedzialni za wiele przestępstw. Wszyscy uczestnicy obrzędów posługują się nowymi imionami. Prawdziwych imion swoich współbraci najczęściej nie znają.
- W pewnym momencie niemal przestałem chodzić do szkoły - mówi Sławek. - Mówiłem rodzicom, że idę na noc do kolegi, a jeździliśmy na różne cmentarze. Tam odbywały się nasze obrzędy. Spotkania trwały czasem całą noc.
Wywoływanie duchów
Obrzędowość grup satanistycznych nie ogranicza się do czarnych mszy z krwawymi ofiarami ze zwierząt lub ludzi. Często praktykowanym obrzędem jest wywoływanie duchów.
Do kontaktu z nimi potrzeba, zdaniem satanistów, oczyszczonego umysłu, zdolności skupienia. Dlatego sataniści uprawiają medytację.
- Medytacji można uczyć się latami - twierdzi Sławek. - My ćwiczyliśmy nieraz przez kilka godzin, siedząc wokół pentagramu. To jest bardzo trudne i niebezpieczne, bo wtedy może człowieka opętać. Niedoświadczony kapłan może doprowadzić do śmierci. Pamiętam taką sytuację, jak ktoś rzucił się na sąsiada i, gdyby nie kapłan, to zabiłby go.
Podczas obrzędu wywoływania duchów grupa otacza pentagram, tworząc zamknięty krąg i wzywa nieokreślonego ducha (nie wybiera konkretnej osoby). Uczestnicy nie mogą przerwać kręgu pod żadnym pozorem.
- Kiedy kapłan wzywał ducha, naszym zadaniem było o niczym nie myśleć, tylko w myślach powtarzać za kapłanem słowa wezwania. Wtedy duch przychodził. Albo widzieliśmy go przed sobą zupełnie realnie, albo w myślach.
Sataniści wywołują duchy, by się ich radzić
i o rozmaite rzeczy pytać. - Nie tylko kapłan, ale i my mogliśmy zadawać
pytania. Ludzie pytali na przykład, czy szatan nas kocha, czy nas wspiera,
czy pomoże nam, czy do nas przyjdzie - przypomina sobie Sławek. - Pamiętam,
że kiedyś było włamanie do naszej kaplicy. Wtedy kapłan pytał, kto to zrobił.
Przyniósł zdjęcia, bo mniej więcej podejrzewał, że to skini, no i duch
wskazał, którzy. Potem starsi ich dorwali i strasznie pobili.
Laleczka voodoo
Obrzędy voodoo to praktykowanie czarnej magii. Z relacji byłych satanistów wynika, że członkowie satanistycznych sekt rzucają zaklęcia i posługują się lalkami symbolizującymi znienawidzoną osobę lub jej zdjęciem. Lalkę lub zdjęcie nakłuwają po odprawieniu “czarnej mszy” (a niekiedy kilku). Uczestnicy obrzędów opowiadają również, że niekiedy zdjęcie osoby, którą grupa chce zniszczyć, kładzie się na pentagramie. Jeśli szatan może ją unicestwić, zdjęcie obejmują płomienie.
Mimo istnienia tych tajemnych metod unicestwiania wrogów, sataniści nie stronią od używania przemocy bezpośredniej.
- Po prostu lubią przemoc – uważa Sławek.
Większość sartanistów ubiera się na czarno i fascynuje ciężką muzyką rockową, tzw. Metalem. Sataniści penetrują subkulturę metalowców w poszukiwaniu nowych adeptów. W kręgu ich oddziaływania pozostaje bardzo wielu młodych ludzi.
- Nosiłem znaki satanistyczne – wspomina Sławek. – Rodzice ich nie rozpoznawali. Również nauczyciele nie zwracali uwagi na nasz wygląd. U nas ludzie są ciemni, nie znają tego.
W przeciwieństwie do dorosłych symboliką satanistyczną interesują się ludzie młodzi. Zanim staną się pełnoprawnymi uczestnikami jakiejś satanistycznej grupy, muszą przejść zwykle etap oczekiwania. Szczgólnie jeśli są bardzo młodzi, gdyż często unika się wtajemniczania nieletnich.
Podczas większości obrzędów mniej wtajemniczonym członkom grupy podaje się narkotyki.
- Dawali nam narkotyki, byśmy mogli to wszystko wytrzymać – uważa Sławek.
Nocne spotkania pomiędzy obrzędami polegają
na wspólnym słuchaniu muzyki i, jak to określa Sławek, na wygłupach. Chodzi
tu głównie o niszczenie grobów i przewracanie krzyży.
Można tylko wejść
Grupą najbardziej przez satanistów znienawidzoną są skini.
- Skini mówią “Polska dla Polaków” i tym podobne rzeczy. A my słuchamy metalu, głównie zagranicznego. Mamy też kontakty za granicą. To jak my możemy ich tolerować? To są ograniczone czubki – mówi Sławek.
Ze Sławkiem spotkałem się tylko raz. Opuścił swoją grupę kilka miesięcy wcześniej. Musi zniknąć na dłużej, bo – jak twierdzi – jego koledzy go szukają.
- Przed “chrztem” powiedziano nam: “Dobrze się zastanówcie, bo wejść można, ale wyjść to tylko... nogami na tamten świat”. Kiedy zorientowałem się, że to mi nie odpowiada, było już za późno.
T.S.
Powrót do STRONY O SATANIZMIE