Niniejsza strony jest poświęcona koszmarowi który zaczął się 12 lipca 1997 roku, a dla niektórych trwał jeszce przez parę miesięcy.... Zawarłem tutaj moje wspomnienia, zdjęcia zrobione przeze mnie i nie przeze mnie oraz troszkę powszechnie znanych faktów.

Historia obrony Kozanowa (i nie tylko)...

Wrocław. Początki lipca 1997 roku.
Z całej Polski napływają liczne informacje o zbliżającej się powodzi. Padają kolejne miasta i wioski. Wszędzie jest chaos, nikt nic nie wie. Atmosfera we Wrocławiu staje się nieco nerwowa, ale właściwie nikt nie wierzy, że może się coś wydarzyć...
Padło Opole.
To tylko kilkadziesiąt kilometrów od nas. Wiadomości z Opola są zatrważające, zerwane mosty, zalane prawie pół miasta... Łączność kołowa ze wschodem kraju jedynie przez Wrocław, korki na ulicach miasta sięgają zenitu... Coś wisi w powietrzu, ludzie robią zwiększone zakupy, samochody gdzieś znikają, ludziska całymi rodzinami przesiadują na wałach...
Informacje napływające z radia i telewizji nie są pocieszjące. Na Wrocław idzie fala powodziowa o wysokości około 7 metrów. Jednak Władze zapewniają: Wrocław nie będzie zalany ! Podobne obiecanki dotyczą Kozanowa... jednego z największych osiedli mieszkalnych miasta (ok. 20 tys. mieszkańców).
10 i 11 lipiec.
Władze miasta chcą wysadzić wały przed Wrocławiem żeby osłabić nadchodzącą falę. Niestety (jak dla mieszkańców miasta) rozmowy kończą się niepowodzeniem... Obietnice rządowe były mało przekonujące ... (chuba na tym stracili, bo później i tak ich zalało). Jednak 11 lipca jest już praktycznie za późno, wielka fala puka do bram miasta.
W całym mieście trwają gorączkowe prace fortyfikacyjne. Na brzegach Odry powstają mniejsze lub większe zapory z worków z piaskiem. Uliczki prowadzące do Rynku są zabarykadowane jak fort Knox. Ostrów Tumski zostaje praktycznie ewakuawany. Na ulicach panuje chaos...
12 lipiec.
Godziny przedpołudniowe.
Sytuacja jest niepewna. Poziom wody w Odrze jest już bardzo wysoki a woda podnosi się w oszałamiającym tempie, po prostu widać jak jej przybywa. Paniki na mieście nie ma, tylko samochody gdzieś wywiało...
Przewalająca się masa wody (kliknij aby powiększyć) Tutaj widoczek jednej ze śluz przy jednym z obiktów pomocniczch elektrowni wodnej, wszystkie stawidła są podniesione, woda płynie z maksymalną siła robiąc przy tym huk jak wodospad. Woda podnosi się ok. 20 cm. na godzinę.
/kliknij na zdjęcie aby powiększyć/
Przęsła już pod wodą (kliknij aby powiększyć) Tymczasem przęsła mostów przez Odrę praktycznie znikają pod wodą, jeśli to co płynie pod mostem w ogóle na miano wody zasługuje.
/kliknij na zdjęcie aby powiększyć/
Co za ciekawosc !!! (kliknij aby powiększyć) Stare Miasto ufortyfikowane jak na wojnę, barykady z worków piasku mają po 2 metry.Tymczasem ludzie sobie stoją całkiem spokojnie i przypatrują się co to będzie...
/kliknij na zdjęcie aby powiększyć/
Około godz. 11:00 tego samego dnia zostaje zalany tzw. dolny Kozanów (ulica Dokerska, Modra, i inne). Okazało się, że cofnęła się rzeka (rzeczka) Ślęza, która akurat w pobliżu Kozanowa wpada do Odry...
Woda zalała piwnice i partery...
Dla mieszkańców dolnego osiedla obrona przed powodzią już się skończyła.

12 lipca, południe.
ul. Kozanowska - dln. Kozanow (kliknij aby powiększyć) Widoczek na odcinek ulicy Modrej położony na tzw. dolnym Kozanowie.
/kliknij na zdjęcie aby powiększyć/
ul. Kozanowska (kliknij aby powiększyć) Jedynym środkiem komunikacji na zalanym osiedlu stają się pontony... i różnej maści łódki, ci co takowego wyposażenia nie posiadają, korzystają albo z transportu powietrznego, albo przeprawiają się wpław, albo siedzą w domu... 
/kliknij na zdjęcie aby powiększyć/
Mniej więcej w tym samym czasie kiedy zalało dolny Kozanów zakręcają wodę... Od tej pory zaczynają kursować beczkowozy.
Barykada przeciwwodna (kliknij aby powiększyć) Jednak jeszcze nikt nie przypuszcza, że jest dopiero wstęp do tragedii
Gdy woda zaczęła zalewać dolny Kozanów mieszkańcy zaczęli budować barykadę mającą umożliwić przepływ wody na górny Kozanów.
/kliknij na zdjęcie aby powiększyć/
12 lipca (sobota) we wczesnych godzinach popołudniowych Kozanów IV (tzw. nowy Kozanów) zostaje pozbawiony prądu. Ludzie nie są już spokojni. Co bardziej zapobiegliwi ewakuują zawartość swoich piwnic i sklepów na wyższe kondygnacje. Nastrój pogarsza fakt, że wszystkie samochody pozajmowały miejsca na różnych górkach, skarpach itp, a parkingi poprostu wymiotło. Nie ma telewizji. Wszystkie wiadomości przekazuje radio a zaczynają się one najczęściej: pilnie potrzebne worki z piaskiem na... (tu nazwa ulicy). W radiu leci też krótki kurs budowania barykad z worków z piaskiem... Baterie do radia są już towarem deficytowym, ich cena dochodzi do 10 złotych za sztukę !!! Jakie to szczęście, że zdążyłem przystosować radio do zasilania z akumulatora samochodowego...
Na wszelki wypadek z działki przywiozłem łopatę...
Już nie ma śladu po zaporze (kliknij aby powiększyć) Barykada która jest przedstawiona powyżej jest już praktycznie niepotrzebna i właściwie nie wiadomo, kto w tej chwili kogo zalewa....
/kliknij na zdjęcie aby powiększyć/

Wieczór 12 lipca, sobota.

Miasto się wali a katedra w pełnej iluminacji (kliknij aby powiększyć)Za kilka godzin przyjdzie fala.... Sytuacja wygląda już naprawdę groźnie. Strażacy, wojskowi, próbują za wszelką cenę odblokowywać na bieżąco kanały rzeczne zapychane co chwila płynącymi balami i innym świństwem. Ale o ironio, mimo tej całej grozy, Ostrów Tumski pozostaje w pełnej iluminacji... (widok obok /kliknij na zdjęcie aby powiększyć/) Oczywiście nie ma możliwości wejścia na Ostrów. Policja już nie puszcza...
Odwiedziłem również wrocławskie Krzyki. Panuje tutaj totalny chaos, sygnalizacja uliczna działa sporadycznie, nie ma oświetlenia ulic. Na niektórych stacjach benzynowych nie ma już paliwa... Policję gdzieś wywiało... Po prostu horror..
W innych rejonach miasta wcale nie jest lepiej. Część ulic jest nieprzejezdna gdzyż albo są zabarykadowane, albo już zalane.W okolicach placy Grunwaldzkiego okoliczni mieszkańcy umacniają nadbrzeże rzeki dodatkowymi workami. Tymczasem woda podchodzi pod dolne częsci konstrukcji mostu. Próbuję dostać się na Kozanów, nie jest to proste. Plac Społeczny (Estakada) jest lekko zalany, ale jeszcze udaje się przepłynąć samochodem, dojazd do mostów Dmowskiego jest już niemożliwy, część Podwala, Księcia Witolda i Dmowskiego już pod wodą. Na szczęście plac 1 Maja jest jeszcze przejezdny. Wracam do domu. Jest około 23:00 wieczorem 12 lipca. Włączam radio. Oprócz standardowych komunikatów o potrzebnych workach słyszę jeden bardziej mnie interesujący: "przeciekają wały na Kozanowie, pilnie potrzebna pomoc". Wkładam stare trepy, w rękę latarka i idę na wały.
Widok z wałów imponujący. Rzeka ma z pół kilosa, jak nie więcej, szerokości. Wały owszem, gdzieś ciekną, ale na tym odcinku gdzie jestem jest szczelnie. Do przelania przez koronę wałów brakuje chyba niecałe pół metra, może trzydzieści centymetrów... Ale woda się nie podnosi !!! Co dziesięć minut zawija na nasz "posterunek" to radiowóz, to Straż Pożarna sprawdzając czy wszystko OK. Z naszego posterunku widać, gdzie woda cieknie. Kilkaset metrów dalej ludzie z pochodniami uwijają się w robocie.
Minęła północ, jest już niedziela. 13 lipca.
Pochodnie na sąsiednim, cieknącym, posterunku pogasły. Nastała cisza, złowroga cisza. Po jakimś czasie jeden z chłopaków poszedł w kierunku owego cieknącego posterunku. Wrócił po paru minutach, mówił że słyszał jakiś szum. Poszliśmy z nim może ze sto metrów, poświeciliśmy latarkami w dól wałów, w kierunku ulicy Celtyckiej. Naszym oczom ukazał się widok mniej więcej następujący: na parking przed budynkiem wlawał się strumień wody szeroki na jakieś 3 metry i wysoki gdzieś na 2, wydając przy tym nawet niezbyt głośny szum. Wpatrywaliśy się w ten wdoczek dosć długą chwilę zanim któs rzucił hasło: "kur.., spier...ajmy stąd". Hasło było jak najbardziej słuszne, gdyż po kilku (!) minutach nie moglibyśmy już zejść z wału... Wróciłem do domu. Na ulicy sporo ludzi, spotykam sąsiada. Mówi, że był na cieknącym odcinku, ale wody na Kozanów nie puścili, woda przyszła od strony Popowic... Nic z tego nierozumiem... Przecież wały były mocne...
Tymczasem Celtycka już jest odcięta od świata. Woda podchodzi pod Pałucką i Wiślańską. Sąsiedzi z parteru już nie śpią, są przygotowani na ewentualną ewakuację... Ale jakimś cudem na już zalanym osiedlu domków willowych mają prąd !!! Zastanawiam się co będzie pierwsze, energetyka wyłączy, czy rozdzielnia wyleci w powietrze. Wchodzę do bramy. Po drodze zabieram z piwnicy to co mogłem chwycić w ręce. Chwilę później poziom wody uniemożliwił wejście do piwnicy...
Idę spać. Nic teraz się nie dzieje. Budzę się nad ranem. Wyglądam przez okno. Pod oknem ciągnie się brudna, mętna woda. Po parkingu własnie przepływa jakaś wersalka, chwilę po niej przepływa jakiś połamany stolik... Jest jeszcze za wcześnie. Wracam do łóżka. Budzi mnie huk. Na Kozanowie jest nalot helikopterów, zabierają chorych, dostarczają leki i lekarzy itp..
Czasem jedyny środek transportu (kliknij aby powiększyć)Tak jest przez cały dzień... W domu nuda, ruszyć się nie ma gdzie. W radio cały czas informacje: to o obronie miasta, tu potrzebne worki, tam już zalało, gdzieś trwa rozpaczliwa obrona centrali telefonicznej, ktoś kogoś szuka, tam potrzebna pomoc... Z radia dowiaduję się że Kozanów zalany został przez port rzeczny na Popowicach, tam puściły wały...
Około południa rozdzwania się telefon (nasz akurat działał do końca potopu, a później wysiadł). Wszyscy znajomi z całego kraju przypomnieli sobie o naszym istnieniu. Od nich dowiedzieliśmy się, że na Kozanowie jest 8 metrów wody (tak podały media, co było wierutną bzdurą)... Woda osiąga popołudniu swój maksymalny poziom - 1,5 metra (pod moim blokiem).
Tak sobie latały przez cały dzień (kliknij aby powiększyć)Wieczorem jest czas, aby bliżej poznać się z sąsiadami z którymi mieszka się razem w jednej bramie przez 10 lat. Nastaje cisza. skończyłą się akcja ratunkowa, śmigłowce nie mogą latać po ciemku...
Kończą się baterie do latarek, organizuję w chałupie prowizoryczne oświetlenie zasilane z akumulatora samochodowego. Cały wieczór spędzam przy radiu; informacje są paskudne, zalane ujęcia wodne miasta, pola irygacyjne (to taka poniemiecka oczyszczalnia ścieków - inaczej duże szambo), gdzieś osunęła się droga. Co gorsze wylała fosa miejska. Pod wodę poszedł sąd wojewódzki, dzielnice w okolicy Traugutta, Sczepin i wiele innych... Na Kniaźiewicza zaczyna walić się budynek, mieszkańcy uciekają na dach...
Poniżej kilka widoczków z zalanego osiedla /kliknij na zdjęcie aby powiększyć/:
 

Zalane ogródki działkowe (kliknij aby powiększyć)
Stacja obsługi (kliknij aby powiększyć) Osiedle willowe (kliknij aby powiększyć) Kozanowska na wysokości Kolistej (kliknij aby powiększyć BORDER=0) Spóźniony pasażer czeka cierpliwie (kliknij aby powiększyć)
widok na zalane 
ogródki działkowe
Stacja obsługi
samochodów
Osiedle domków
willowych
Ulica Kozanowska
Może by tak
złapać autobus ?

14 lipca, poniedziałek.
Sytuacja się normuje, obroniono Dworzec Główny (komunikacja kolejowa funkcjonuje...). bezpieczne też jest Rynek i Ostrów. Do miasta napływa pomoc. Wjazd do miasta jest zamknięty dla nie-wrocławian. Dzień mija spokojnie. Na dachach budynków co chwila ktoś organizuje party, w pobliżu ktoś piecze sobie kiełbaski na grilu, jednym słowem życie kulturalne kwitnie. Daje się zauważyć stopniowe opadanie wody.
Atrakcja przyszła wieczorem. Za pomocą amfibii dostarczyli nam  wodę i chleb, plus parę innych drobiazgów (np. całkowicie bezużyteczny szampon do włosów - nie było wody). Żołnierze oświadczyli, że wróca dopiero we czwartek i to nam musi wystarczyć...
Powodziowe taxi (kliknij aby powiększyć) Czymś takim dostarczali mieszkańcom żywność i wodę, oraz inne, czasami bardzo ciekawe rzeczy.
/kliknij na zdjęcie aby powiększyć/

15 lipca. Wtorek.
Woda opada, powoli, ale jednak opada. Wykonuję wypad po wodę pitną, beczkowóz jest w zasięgu wzroku.
Życie w normie, tylko komary nie dają żyć.
Zdrój z czystą wodą (kliknij aby powiększyć) Widok na beczkowóz, źródło zaopatrzenia w wodę przez ponad tydzień
/kliknij na zdjęcie aby powiększyć/

16 lipca. Środa.
Wody już pod naszym blokiem nie ma. Można wyjść z domu. Wokół krajobraz księżycowy....
Muszę dostać się do miasta. Komunikacja miejska praktycznie nie funkcjonuje. Wyruszam samochodem (tego zalało tylko po osie) przez Nowy Dwór. Legnicka nieprzejezdna, pl. Poznański cały pod wodą, podobnie ulica Długa i Dmowskiego. W końcu udaje mi się dojechać do centrum. Wysadzam pasażerów i w równie karkołomny sposób wracam na Kozanów.
Do miasta przyjeżdza (zdaje się, że to wtedy) premier Cimoszewicz, twierdząc, że straty są zawyżone.... A to skur... (tu wstaw dowolne jak najbardziej wulgarne słówko).
17 lipca. Czwartek.
Postanawiam opuścić Wrocław. Wyjeżdzam na 10 dni. Dostanie się na dworzec jest koszmarem. Pół drogi autobusem, a pół piechotą. Pociąg zabity do granic niemożliwości... Wyjeżdzając przypatruję się miastu: Szczepin pod wodą (będzie jeszcze tak przez miesiąc), niektóre inne ulice też, wszędzie widać barykady...
W Krakowie na dworcu widzę duży billboard z plakatem na którym widać zalany Kozanów....
17-29 lipca.
Tu mnie nie było. Jedynie w radiu trąbili coś o groźbie epidemi, pladze komarów, rozlatującym się Kozanowie, drugiej fali. Jednak przy pomocy zdobycznej komórki ustaliłem, że z tego wszystkiego na uwagę zasługuje tylko plaga komarów...
30 lipca.
Wracam do Wrocławia. Pierwszą rzeczą jaka mnie uderzyła to potworny fetor. Na ulicach leżą całe sterty śmieci: stare meble co się rozpłynęły, śmieci bieżące, itp. Na Kozanowie wcale nie jest lepiej.
31 lipca.
Zdążyłem się już zorientować, że część ulic jest zamknięta dla ruchu. Wiele innych zostało podmytych, co chwila wyłażą dziury głębokie czasami na metr i więcej. W domu nie ma tylko ciepłej wody.
Tymczasem Szczepin nadal zalany...

Sierpień
Sprzątam piwnicę, wywalam zgnite graty itp. Sytuacja wraca do normy (?).

Epilog.
W wyniku powodzi miasto i jego mieszkańcy ponieśli duże straty, zawaliło się parę budynków a inne należało wyburzyć, gdyż groziły zawaleniem. Uszkodzeniu uległa znaczna część infrastruktury podziemnej: rurociągi wodne i centeralnego ogrzewania, instalacja elektroenrgetyczna. W wielu miejscach miasta pozapadały się ulice i studzienki kanalizacyjne. Naruszone zostały piwnice wielu zabytkowych budynków, skutkiem czego było poważne uszkodzenie przechowywanych w nich przedmiotów (np zabytkowe książki w Ossolineum...). Na osiedlach wielkopłytowych zaczęły ujawniać się wady w wykonaniu bloków. Gdzieniegdzie płyty zaczęły się rozstępować i pękać. Podobno istniały przypadki osunięcia się szybów windowych, ale czy to prawda to nie wiem. Podmyte zostały fundamenty. Ogólnie budynki zaczęły osiadać w zbyt przyśpieszonym tempie i nie zawsze prosto. Nie wspomnę już o grzybach... (pewnego dnia na drzwiach do piwnicy wyrósł mi jakiś psiaczek).
Innym problemem był pewien wzrost bezrobocia spowodowany zniszczeniem przeważnie małych firm i zakładów usługowych mieszczących się w oficynach i na parterach budynków.
Skutki lipca'97 są odczuwalne do dziś, niekończące się remonty i objazdy, co jakiś czas wali się następny budynek...


Niniejsza strona jest dedykowana tym, którzy nie potrafili wyciągnąć odpowiednich wniosków z tragedii innych miast...
 

Jako dodatek zamieszczam poniżej zdjęcia wykonane w innych rejonach miasta, które zostały dodknięte powodzią. (Zdjęcia te były swego czasu powszechnie dostępne w Internecie)./kliknij na zdjęcie aby powiększyć/
Z przyczyn technicznych zdjęcia te są na stronie tutaj: powodz2.html UWAGA Otwieranie tego pliku moze trochę potrwać...